Zapraszamy

Szymanów – co kryje się pod tym słowem? Dla wielu to nic nieznacząca miejscowość na mapie Polski. Są jednak i tacy, dla których to słowo brzmi znajomo, ciepło i przywodzi na myśl wiele wspomnień. Od 1908 r. pałac Lubomirskich stał się domem dla wielu pokoleń sióstr i uczennic, które tu kształtowały swoje człowieczeństwo, doświadczając niejednokrotnie trudu przekraczania siebie, uczenia się rozumienia innych. Może dlatego to miejsce ma w sobie coś niezwykłego. Szymanów to również dom nieustających powrotów – nie tylko z okazji rocznicy matury, ale także z powodu tęsknoty za chwilami, które tu się przeżyło, za otwartością, serdecznością, a także z wdzięczności za to, co się tutaj otrzymało. Formowanie siebie nie zawsze daje natychmiastową radość, czasami bardziej łączy się z bólem niż z zachwytem. Nieraz więc potrzeba czasu, by patrząc na przeżyte godziny, dni, a nawet lata dostrzec sens zmagań i doświadczeń. A dom cierpliwie czeka…


Połączenie klasztoru i szkoły to nie całkiem typowe zestawienie, ale bardzo ciekawe. Nie jesteśmy odcięte od świata i jego problemów. Raczej uczymy się spoglądania na rzeczywistość z właściwej perspektywy, dokonywania właściwych wyborów i wierności wartościom. To jest dla nas najważniejsze. Temu służy nauczanie na wysokim poziomie, rozwijanie zainteresowań, tworzenie więzi.


Szymanowa nie da się określić jednym zdaniem. Tak, jak nie da się powiedzieć wszystkiego o człowieku w jednym zdaniu. Każdy jest niepowtarzalny, jedyny, ma odmienną historię życia, każdy może na to samo wydarzenie spojrzeć inaczej. Najlepiej więc przyjechać, zobaczyć, doświadczyć.


Bł. Marcelina Darowska, założycielka naszego Zgromadzenia, mówiła, że „wychowanie to dzieło miłości”. Co to oznacza? Odpowiedzią niech będzie wypowiedź Marii Braun-Gałkowskiej na temat wychowania:


Iść w tę samą stronę to dążyć wspólnie ku jakiemuś celowi.

Gdy w taką drogę wybiera się Duży i Mały, Duży wskazuje kierunek, pomaga, by Mały nie zabłądził, uczy, jakie buty wziąć na wyprawę, czasem zachęca, czasem wspiera, a czasem zachwyca się nie tylko widokami, ale i świeżym spojrzeniem Małego. Mały jak to mały, czasem się dąsa i ucieka, czasem przechwala, a czasem mocno trzyma dającą mu poczucie bezpieczeństwa rękę Dużego.

Droga przebiega czasem łatwo, czasem z przygodami, które bywają wesołe i śmieszne, a mogą być też naprawdę niebezpieczne. Gdy jest się Małym, dobrze móc iść z Dużym, na którego można zawsze liczyć, ale i Dużemu dobrze, bo nie jest sam i czuje się potrzebny. Idą razem, rozmawiają, kłócą się, żartują, pomagają sobie wzajemnie – rośnie przyjaźń. W przyjaźni obydwaj są jednakowo ważni, ale ponieważ Duży ma więcej doświadczenia, na nim spoczywa większa odpowiedzialność. Nie powinien więc zabierać ze sobą Małego, jeżeli sam nie wie, dokąd idzie, a tym bardziej wysyłać go, opatrzywszy tylko instrukcjami, jeżeli sam zmierza w innym kierunku.


Miłość – stawanie się, a zarazem wspieranie innych we wzrastaniu. Do tego dążymy…


Tych wszystkich, którzy chcą się wybrać z nami w tę wędrówkę, serdecznie zapraszamy.

 

s. M. Bogna